John Meade Falkner „Zaginiony Stradivarius”

W życiu przeczytałem mnóstwo książek. Jedne były lepsze, inne gorsze. Trafiały się również arcydzieła, do których będę wielokrotnie wracał. Do tej pory nie przypuszczałem, że trafię na coś równie dobrego jak „Dracula”. Rozczarowałem się, lecz mam nadzieję, że takich rozczarowań będzie więcej. „Zaginiony Stradivarius” to majstersztyk w każdym calu!

Zapomniana czarna perła.

„Zaginiony stradivarius” (1895 r.) to utwór Falknera, którego akcja skupia się wokół młodego arystokraty, Johna Maltraversa, który w trakcie nauki w Oksfordzie odnajduje oryginalne skrzypce Stradivariusa ukryte w pokojach w Magdalen College. Będąc znakomitym muzykiem, od razu zakochuje się w misternie wykonanym instrumencie, co jest początkiem dramatu, jaki ma się rozegrać w ciągu kolejnych lat.

Poprzednim właścicielem doskonałych skrzypiec był okultysta Adrian Temple, któremu przyświecało zrealizowanie Visio Malefica, czyli wizji absolutnego zła. Pomimo tego, że od śmierci okultysty minęło wiele lat, w instrumencie zamknięte zostało jego przekleństwo, co wpędza Johna w obsesję. Szaleństwo głównego bohatera skupia się zarówno wokół skrzypiec Stradivariusa, jak i również samej postaci Templa. Ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, co miało gorszy wpływ na Maltraversa – uzależnienie od gry na skrzypcach, czy poznawanie historii nieżyjącego okultysty.

fot. własna.

Skrzypce – piękny i przeklęty instrument.

Gra na skrzypcach jest mi dość bliska. Przez cztery lata uczęszczałem do szkoły muzycznej, gdzie uczyłem się gry właśnie na tym instrumencie. Ponadto w mojej rodzinie od dwóch pokoleń są lutnicy (dziadek, tata). Między innymi, również z tego powodu książka wywarła na mnie tak ogromne wrażenie.

Ukazane przez Falknera skrzypce Stradivariusa, od samego początku wydają się mieć coś na kształt własnego życia. Z kolejnymi stronami utworu, odczuwamy niepokój, gdy Maltravers sięga po instrument, oddając się grze na nim całymi dniami, a niekiedy nocami. Początkowo instrument jest jego sekretem, którego nie wyjawia nawet najlepszemu przyjacielowi. Dopiero po skończeniu studiów, o instrumencie dowiaduje się jego siostra i młoda żona, Konstancja.

Czytając opis gry na skrzypcach, można dostać ciarek. Falkner znakomicie oddał całe zło drzemiące w tym niesamowitym instrumencie.

fot. własna.

Tragizm postaci pobocznych.

Falkner w swej powieści nie oszczędził nikogo. Losy biednej Konstancji wzbudziły we mnie ogromny smutek. Cierpi jednak nie tylko ona. Maltravers w swym szaleństwie zapomina zarówno o kochającej żonie, własnym dziecku, a także siostrze i przyjacielu ze studenckich lat. Pozostaje wyalienowany, często wyjeżdża do Włoch, gdzie poznaje losy swego zamkniętego w skrzypcach oprawcy.

Jak łatwo można wywnioskować, z chorej fascynacji Maltraversa nie wynika nic dobrego. Jednak czytając o losach głównego bohatera, możemy odczuć mieszankę uczuć. Z jednej strony irytuje całkowite ignorowanie najbliższych osób, z drugiej zaś, ów człowiek jest poddany działaniu czegoś, co ma silny wpływ na całe jego życie. Kto w całej historii jest największą ofiarą? To musicie ocenić sami.

fot. własna.

Podsumowanie.

„Zaginiony Stradivarius” to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika klasyki grozy. Książka utrzymana jest w zarówno pięknym, jak i przerażającym klimacie, który odciska swoje piętno w pamięci czytelnika. Przekład książki jest bardzo przystępny, i pomimo tzw. „ściany tekstu”, czyta się ją jednym tchem. Dokładne opisy miejsc, przedmiotów, odczuć wewnętrznych bohaterów – to wszystko jest dopracowane z mistrzowską precyzją.

Zdecydowanie polecam „Zaginionego Stradivariusa”!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s